poniedziałek, 16 września 2013

Życie. Ma sens, czy nie?

      Zacznę od tego, skąd pomysł na ten post. Otóż dzisiejszej nocy miałam najgorszy sen w życiu. Kładąc się po północy szybko zasnęłam po wyczerpującym dniu. Już o pierwszej obudziłam się z płaczem. Przyśniła mi się tragiczna śmierć brata i mamy.. Widziałam pogrzeb, przybyłych znajomych, a nawet siebie, całą zapłakaną, mówiącą pożegnanie. Wszystko było tak realistyczne, że po przebudzeniu natychmiast wstałam i poszłam do pokoju brata. Nie było go... serce w jednej sekundzie przestało mi bić. Zapomniałam, że wyjechał. Następnie poszłam do mamy, była. Uff, jaka ulga! To tylko zły sen. Wróciłam do swojego pokoju i tak do godziny 4;30 cała we łzach pogrążyłam się w myślach nad sensem, czy też bezsensem życia...

      Dzięki tej nocy zwróciłam uwagę na swoje życie. Na to, że tak naprawdę je marnuje. Żyje z dnia na dzień. Tak mijają tygodnie, miesiące i lata. Nie dzieje się nic wspaniałego, zaskakującego, czegoś 'wow'. Jest po prostu normalnie, zwyczajnie, szaro. Sen, jedzenie, szkoła, dom. Od czasu do czasu trochę rozrywki i na tym koniec. Chcąc wymienić swoje najlepsze momenty z choćby tego roku, to szczerze mówiąc, nie mam czego wymieniać. Zwykła codzienność. Jestem jeszcze młoda, a na siłę pcham się do 'wielkiego' świata dorosłych. Wydaje on się dla mnie teraz czymś lepszym, czymś super. Ania, puknij się w głowę! Oczywistym jest to, że to właśnie teraz przeżywam swój najlepszy okres. Czas pierwszych poważniejszych miłości, dojrzewania fizycznego i emocjonalnego, największych przyjaźni, imprez, poznawania wspaniałych ludzi, wolny czas, wakacje, ferie. Później tego nie będzie. Zdecydowanie nie wykorzystuje okazji i możliwości. Wszystko przechodzi obok mnie, a ja dalej tkwię w tym samym pustym miejscu. Na siłę wymyślam sobie masę problemów, które tak naprawdę są błahostką. Przeżywam, myślę, postanawiam poprawę własnego 'ja', a kolejnego dnia żyję tak samo. Bez sensu, prawda? 

     Kiedy już dorośniemy pod każdym względem ( o ile to kiedyś nastąpi), to czy docenimy swoje życie i znajdziemy jego sens? Przecież nie tylko młodzi nie mają swojego celu i ścieżki życiowej. Ten problem często dotyczy także dorosłych, którzy bezustannie poszukują cennych wartości, którymi chcą się kierować. To nie jest takie łatwe, jak się wydaje. Ja osobiście zmieniam zdanie prawie każdego dnia. Jednego dnia chce być lekarzem, drugiego nauczycielką, trzeciego aktorką, czwartego instruktorką fitness, a piątego marzę o założeniu własnej szkoły tańca, itd. itd. Kiedy się zdecyduje? Nie wiem. Ciężko stwierdzić co jest dla nas samych najlepsze. Niby błaha sprawa, a jak człowieka męczy. 

     Po całym życiu ( szarym czy kolorowym ) przychodzi dla każdego z nas czas śmierci. Jedni dorobili się dużego, a inni małego majątku. Jedni przeżyli więcej, inni mniej. Ktoś miał wspaniałe małżeństwo, a inny był samotny. Jeden ma potomstwo, drugi nie. Trzeci mieszkał w apartamencie, a czwarty na śmietnisku. Tak czy inaczej wszystkich bez wyjątku spotyka to samo. Umieramy. I gdzie te nasze nagrody, zyski z tego, że się tak staraliśmy by coś osiągnąć przez całe życie? Niektórzy mówią, że sensem życia jest to, by znaleźć odpowiednią osobę do przechodzenia przez nie razem. Tu nasuwa mi się jednak myśl, że nie wszyscy mają takie szczęście. Nie każdy umie odnaleźć się w towarzystwie innych ludzi i w różnych środowiskach, otoczeniu.  Każdy jest inny. Po prostu WYJĄTKOWY. 

      Tak więc, jest ten sens życia, czy go nie ma? 








      

2 komentarze:

  1. wspaniale napisane <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje słowa to magia :) Uważam, że życie jest krótkie, liczy się każda sekunda - trzeba wykorzystać ją w całości. Upadać, podnosić się. Rozczarowywać, uśmiechać. Zakochiwać i płakać, marzyć i przede wszystkim - cieszyć się ów sekundą :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli już jesteś - dodaj komentarz :)
Jeżeli Ci się podoba - obserwuj :)
Nie masz konta? - podpisz się imieniem lub pseudonimem :)
Masz ? - podaj link do Twojego bloga, a na pewno zajrzę
Na każdy komentarz staram się odpowiadać ;-)