sobota, 28 września 2013

Przyjaźń.

      Chyba każdy się ze mną zgodzi, że przyjaźń jest ważną i nieodłączną częścią naszego życia. Z tego właśnie względu postanowiłam napisać coś na ten temat. Dla mnie jest to coś wspaniałego, co pozwala mi normalnie funkcjonować. Wyobrażając sobie swoje życie bez przyjaciół (przyjaciółek), hmm ciężko by mi się żyło. Nawet bardzo. Jest to jedyna deska ratunku w tych gorszych chwilach smutku, depresji, zwątpienia w samą siebie i cały otaczający mnie świat.

      Od 3 klasy gimnazjum mieszkałam w innym miejscu, przez co zostawiłam najbliższe mi osoby.. Nie było mnie niby tylko rok, ale zaległości to zaległości. Byłam tak pochłonięta 'nowym' życiem, że zwyczajnie zapomniałam o osobach, które przez wcześniejsze lata były mi bardzo bliskie. Najbardziej tęskniłam za jedną osobą, z którą znam się od zawsze. Dosłownie :) Wiele razy myślałam co teraz robi, jak wygląda, co u niej w danej chwili. Pozostały jedynie nocne konwersacje na facebooku, skype i przez telefon. Ta przyjaźń musiała przetrwać. Nie brałam pod uwagę innej opcji. Ogromnym plusem był wtedy dla mnie fakt, że moja druga najlepsza przyjaciółka dzieliła moją pasję i zamieszkałyśmy razem w jednym mieście. To było co cudownego. Różniła nas jedynie szkoła. Ta cała przeprowadzka zbliżyła nas do siebie jeszcze bardziej. Zamieszkałam jednak z Klaudią, która wtedy była jedynie moją dobrą koleżanką z klubu. Szybko się to jednak zmieniło... Już po tygodniu wspólnego mieszkania zaczęłyśmy darzyć się ogromnych zaufanie i po kilkudziesięciu rozmowach doszłyśmy do wniosku, że nasze charaktery są praktycznie identyczne. I tak, dzień po dniu, znałyśmy coraz więcej swoich sekretów... aż w końcu znałyśmy te, o których nikt innych nie miał pojęcia. Mieszkałyśmy pod jednym dachem, razem chodziłyśmy do szkoły i klasy, a później na treningi. Ostatecznie tak się zbliżyłyśmy, że nie wyobrażałyśmy sobie dnia, a nawet nocy bez siebie. Mój pokój stał się nagle naszą sypialnią do nocnych zwierzeń, płaczów i śmiechów. Teraz wiemy o sobie już chyba wszystko.

     Kiedy wróciłam do Kleszczowa, znowu musiałam pożegnać wszystkie osoby, a w tym K. To bolało najbardziej. Chciałam tam zostać już jedynie ze względu na nią. Takiej opcji nie udało się jednak wprowadzić w życie. Kontakt jednak nie wygasł. Nadal jest to osoba, której bezgranicznie ufam. Tęsknię za nią (Tobą) każdego dnia. Dobrze, że mamy ze sobą kontakt w każdej sprawie na 24 h na dobę. Wiem, że zawsze odbierze ode mnie telefon i pomoże szczerze w każdej sprawie. Z W. mój kontakt się urwał. Po drodze miałyśmy wiele wzlotów i upadków, które w końcu doprowadziły do całkowitej rozłąki. Szkoda, bo kilka lat przyjaźni stały się ostatecznie niczym. Szkoda, że ludzie się zmieniają.. :( Może kiedyś ten kontakt powróci do życia.

      Większość osób uważa, że doskonale zna swoich przyjaciół. Myślę, że często jesteśmy w błędzie, a przez takie stwierdzenie jedynie podnosimy swoją samoocenę. Znać kogoś nie oznacza, że wiemy jaki jest ulubiony kolor, smak lodów, film danej osoby. Można tak dopiero powiedzieć, gdy wiemy, co sprawia, że przyjaciel się śmieje, a co, że płacze. Przyjaźń jest wtedy, gdy po samym głosie w telefonie rozpoznajemy humor drugiej osoby, domyślamy się co mogło się stać i od razu przechodzimy do działania. Nigdy nie jesteśmy obojętni. Jeżeli mieszkamy dosyć blisko siebie, wsiadamy na rower i ruszamy bez zastanowienia. Jeżeli dalej - odkładamy inne nasze sprawy, a swój czas poświęcamy na długą rozmowę. Jest też wtedy, gdy możemy być po prostu sobą. Możemy się śmiać, płakać, śpiewać ( mimo, że nie umiemy jak np. ja) , krzyczeć, tańczyć, wygłupiać się i wiele wiele innych. Najlepsze jest to, że przyjaciel to zignoruje i uzna nas na najzwyklejszego debila (uwielbiam tę minę: 'serio?' haha) lub po prostu do nas załączy. A wszystko pozostanie między Wami. Wspaniale, prawda? Teraz jestem w takiej sytuacji, wieku i miejscu, że potrzebuję kogoś z kim mogę się też spotkać, przytulić, 'realnie' wypłakać. Mam wprawdzie jedną osobę blisko siebie a jedną dalej, ale nie jest to dla mnie wystarczające. Z K. nie widzę się często, bo jednak odległość robi swoje, a K. ma teraz maturę i wiele spraw na głowie. To wszystko sprawia, że czuję się cholernie sama. Od razu robi się jakoś cicho, smutno.. Tak jak teraz. Leżę na łóżku zawinięta w koc i piszę. Chciałabym sięgnąć po telefon, zadzwonić do przyjaciółki (stąd) i zaraz do niej ruszyć z pidżamą i czekoladkami w ręku. Obejrzeć razem film, pośmiać się i ponarzekać na cały świat. Potrzebuję tego. Tak więc... któraś (bo wolę dziewczyny do przyjaźni) jest chętna? Haha :) Odezwijcie się ! :D



Warto mieć przyjaciół :) 





4 komentarze:

Jeżeli już jesteś - dodaj komentarz :)
Jeżeli Ci się podoba - obserwuj :)
Nie masz konta? - podpisz się imieniem lub pseudonimem :)
Masz ? - podaj link do Twojego bloga, a na pewno zajrzę
Na każdy komentarz staram się odpowiadać ;-)